Czajnik typu „wulkan” – prawdopodobnie najlepszy sprzęt do gotowania na biwak

Spędzanie czasu i nocowanie na świeżym powietrzu jest dużo przyjemniejsze, gdy mamy możliwość napić się gorącej herbaty lub kawy, zjeść ciepły posiłek, albo ogrzać wnętrze śpiwora stalową butelką z wrzątkiem. Na kilkuosobowy biwak nie ma prawdopodobnie lepszego sposobu na grzanie dużych ilości wody, niż czajniki typu „wulkan”.

Czajniki typu „wulkan” (nazwa zarejestrowana przez irlandzką firmę Kelly Kettle, jednego z producentów tego typu czajników) swoją nazwę zawdzięczają nietypowemu sposobowi gotowania w nich wody. Nie mają postaci metalowego naczynia z płaskim dnem, które ustawia się na palniku turystycznej kuchenki gazowej lub wiesza nad ogniskiem. Konstrukcją przypominają starodawne samowary. Ogień rozpala się w nich bowiem… w środku konstrukcji. A płomienie opuszczające urządzenie górą wyglądają właśnie jak wulkan.

Dzięki otoczeniu całego płomienia przez blachę (aluminiową lub ze stali nierdzewnej, zależnie od modelu) odbierającą ciepło, gotowanie dużych ilości wody odbywa się błyskawicznie. To z jednej strony pozwala w krótkim czasie ugotować lub zagrzać (np. do kąpieli) duże ilości wody, a jednocześnie oznacza istotne oszczędności opału. Ten może być zresztą bardzo różny, od połamanych patyków, przez szyszki, papier i karton, na suchej trawie skończywszy. Nie wolno natomiast w urządzeniu spalać plastiku, ale że plastiku nie wolno palić to wie każdy turysta, któremu bliska jest natura.

Samo rozpalanie też jest dość łatwe. Tak naprawdę do czajnika wystarczy wrzucić do środka przez komin ze dwa rozżarzone węgielki z ogniska, a następnie dołożyć paliwa — drobnych i większych kawałków. Oczywiście, można w środku rozpalić płomienie w sposób tradycyjny, przez otwór w podstawce.

Co więcej, dzięki swojej konstrukcji, czajnik działać będzie dobrze także w w czasie wiatru i w deszczu. W podstawie znajduje się jeden lub dwa otwory, przez które powietrze dostaje się do środka w celu podtrzymania procesu spalania. Odwrócenie tej podstawy w stronę wiatru znacząco przyspiesza proces spalania w środku i pozwala na pracę nawet przy silnym wietrze, co w przypadku zwykłego ogniska albo kuchenki turystycznej jest niemożliwe bez zastosowania osłony. W tym przypadku osłoną jest czajnik sam w sobie.

Bardzo dobrze przedstawia to poniższe zdjęcie, pochodzące z jednego z filmów reklamowych marki Kelly Kettle.

Producenci czajników tego typu oferują do nich sporo różnych akcesoriów, do których należą m.in. ruszty do komina, pozwalające wykorzystać uciekające ciepło do podgrzania posiłku w garnku, który można na nich ustawić. Po zakończeniu gotowania wody w czajniku można zamiast niego na podstawce umieścić kuchenkę i kontynuować gotowanie na ogniu. Zastosowanie tego rozwiązania jest konieczne, bowiem nie wolno trzymać na ogniu pustego czajnika, co może spowodować jego uszkodzenie.

Oczywiście nie jest tak, że czajniki wulkan pozbawione są wad. Pierwszą i najbardziej oczywistą jest wielkość. Są po prostu strasznie duże. Co za tym idzie, będą też cięższe od tradycyjnych czajników o identycznej pojemności. Dlatego noszenie takiego czajnika, gdy jest się samotnym turystą plecakowym, mija się z celem. Przy wędrowaniu z rodziną jednak, zaczyna mieć to dużo większy sens.

Na szczęście we wnętrzu czajnika (w komorze spalania) można zmieścić sporo rzeczy, np. komplet akcesoriów. Największy dostępny na rynku zestaw Kelly Kettle zawiera w składzie garnek z pokrywką, dwa kubki, dwa talerze, ruszt do grillowania, ruszt do komina oraz kuchenkę na podstawkę — i wszystko to mieści się w środku. Oczywiście całość sporo waży, niemniej jednak pozwala przenosić ogromną część niezbędnego sprzętu poza plecakiem.

Na rynku dostępnych jest kilka różnych modeli tego typu czajników. Kelly Kettle produkuje 3 różniące się od siebie wielkością i pojemnością, od 0,6 do 1,6 litra. Czajniki o podobnej konstrukcji sprzedawane są również pod polską marką Survival Kettle.

W każdym razie, jest to jedno z najlepszych rozwiązań do gotowania wody na biwaku. A tej przecież potrzeba sporo: do odtwarzania posiłków liofilizowanych, do przygotowania ciepłych napojów i do umycia ciała. W zimniejsze noce można przelać ją do stalowej butelki, którą później ogrzejemy (niczym termoforem) wnętrze śpiwora. Im więcej wody możemy zagotować w krótkim czasie, kosztem niewielkich ilości paliwa, tym lepiej. A czajniki typu wulkan świetnie sobie z tym zadaniem radzą.

Autorem tekstu jest Krzysztof Lis, który prowadzi sklep karaluch.com.pl ze sprzętem biwakowym, turystycznym i przydatnym w sytuacjach awaryjnych.

Dodaj komentarz

Identyfikator *
E-mail *
Witryna internetowa